JAK HACKOWAĆ ALGORYTM LINKEDINA?

W Internecie, na blogaskach specjalistów i ich linkedinowych profilach pełno jest informacji o tym jak przechytrzyć algorytm Linkedina. Niektórzy nawet powołują się na „badania linkedina”, które przeprowadził inny użytkownik na swoich osobistych postach. Szanuję ogromnie za pracę i analitykę, ale bliżej tej sytuacji do „eksperymentu” niż do „badania”. Na portalu aktywnie publikuję od ponad 5 lat i na bazie doświadczeń (pięcioletnich badań, he he) wyciągnąłem wnioski, którymi poniżej chciałbym się z Tobą podzielić.

Jak działa algorytm LinkedIn?

Żeby wiedzieć jak „przechytrzyć” algorytm musimy wiedzieć, jak on działa. Jeżeli ktoś mówi (pisze), że rozpracował jak działa algorytm to albo kłamie albo sam siebie oszukuje. Algorytmu nie trzeba rozpracowywać. Linkedin oficjalnie pisze o tym, w jaki sposób działa. Poniżej jedno z obliczeń pokazujące jedną zmienną, która wpływa na wyświetlenia naszej treści.

Prawda, że proste? A to tylko dotyczy jednej zmiennej (dwell time), która wpływa na to, czy nasz post pojawi się na tablicy innego użytkownika, czy też nie. Nie jest wielką tajemną zagadką, co wpływa na widoczność naszych treści.

 

Ogólna zasada jest prosta.

 Algorytm ma za zadanie wybrać do wyświetlenia w feedzie odpowiednie treści, które oceni, że mogą być dla danego użytkownika ciekawe. Jeżeli wchodzisz na portal to czeka na Ciebie gotowy feed z treściami, które linkedin uznał, że mogą być dla Ciebie wartościowe. Jak to ocenił? Używając machine learning i biorąc pod uwagę Twoją aktywność wobec postów innych użytkowników. Więcej o tym możesz poczytać na blogu LinkedIn Engineering.

 

Dlaczego w ogóle jakiś algorytm ma decydować o tym, co pojawia się na moim feedzie a co nie?

Z prostej przyczyny. Treści tworzonych na LinkedIn jest mnóstwo. Gdyby pojawiały się na feedzie chronologicznie widziałbyś tylko te, które zostały opublikowane niedawno, w ostatnich minutach. LinkedInowi zależy, żeby pokazywać Ci treści wartościowe (według niego) dla Ciebie, a nie ostatnie. Po to został stworzony algorytm.

W 2017 roku każda treść, która nabierała wirusowości musiała być jeszcze przeanalizowana przez ludzkich moderatorów, którzy oceniali, czy wirusowość publikacji pochodzi z jej chytrego przygotowania czy z faktycznej wartości, którą może dać użytkownikom. Dzisiaj robi to maszyna.

 

Co decyduje zatem, że to właśnie nasz post wyświetlony jest danemu użytkownikowi? I kolejnym użytkownikom?

W skrócie? Dopasowanie do zainteresowań tych użytkowników. LinkedIn sam pisze o tym, że ocenia posty poprzez aktywności, które użytkownicy dodają post postem. Aktywnością mogą być reakcje (polubienia, zainteresowanie itp.), komentarze, udostępnienia a nawet kliknięcia w link, który przenosi użytkownika na zewnętrzne serwisy (tu obalamy mit jakoby linkedin ucinał zasięgi postom w linkach, zasada „link w pierwszym komentarzu” pod tym kątem przestaje nabierać sensu).

 

Przechodzimy w końcu do sedna. Jak sprawić, by nasze posty wyświetlały się większej liczbie Użytkowników?

Prawda jest brutalna. Jeżeli będziesz publikował angażujące użytkowników treści – żadne sztuczki hackerskie nie będą Ci potrzebne. Jeżeli Twoja publiczność doceni (poprzez reakcje, komentarze, udostępnienia a nawet zawieszenie nad Twoim postem) Twoje publikacje – LinkedIn popchnie je dalej.

 

Angażujące nie zawsze znaczy wartościowe.

Trzeba sobie to powiedzieć wprost. Taka jest prawda. Pod artykułem o tym jak nie zostać Januszem LinkedIna, który napisałem w prześmiewczym, groteskowym, tonie pojawiło się prawie 600 reakcji, co pozwoliło na osiągnięcie ponad 11 tyś. Wyświetleń artykułu (wyświetlenia artykułu są czymś innym niż wyświetlenia postu, ale nie o tym dzisiaj, tak tylko zwracam uwagę). Tymczasem merytoryczny artykuł o długoterminowej metodzie nawiązywania kontaktów przez LinkedIn zebrał 5 reakcji i 100 wyświetleń. Na tym samym medium (mój profil na Linkedin). Był to materiał zdecydowanie bardziej merytoryczny i z punktu widzenia wiedzy bardziej wartościowy, ale … za mało chwytliwy.  Jakie jest więc rozwiązanie? Znaleźć złoty środek między merytoryką a chwytliwością. Żeby z jednej strony realizować cele biznesowe a z drugiej – wzbudzać zaangażowanie swojej sieci.

No dobrze, żeby nie być enigmatycznym napiszę Ci kilka porad jak pisać teksty, by były bardziej angażujące.

 

  1. Dodaj chwytliwy tytuł!

Jest taka książka, którą napisał Wiesław Władyka „Krew na pierwszej stronie. Sensacyjne dzienniki Drugiej Rzeczypospolitej”, w której autor opisuje funkcjonowanie sensacyjnych dzienników XX w. w Polsce. Czego nas może nauczyć? Otóż tego, jak ważny jest przyciągający tytuł, pierwsza strona gazety. Musi być emocjonalna, musi być mięsista, musi być gruba.

To pierwsza rzecz, która determinuje, czy czytelnik weźmie gazetę do ręki. A w naszym przypadku – czy przeczyta nasz artykuł. Angażujące tytuły mają w sobie pytania, zagwozdkę, wzbudzają ciekawość. Dobrze też sprawdzają się liczby. Najlepszą szkołę pisania clickbite’owych artykułów przechodzą dziennikarze tabloidów.

Dlatego ćwiczenie dla Ciebie – przejrzyj jakie tytuły pojawiają się na stronach Faktu, Superekspresu i tym podobnych szmatławców. Pamiętaj jednak, że chodzi o konstrukt a nie samą treść.

Przykład z Januszem Linkedina jest tu idealny. Również (w podobnym temacie) bardzo dobrze rezonował w mojej społeczności artykuł „8 rzeczy, których nie powiedzą Ci eksperci od LinkedIna”.

 

  1. Podziel tekst na krótkie akapity, jeżeli to artykuł – rozdziel części artykułu śródtytułami.

 Użytkownicy Internetu nie czytają (znasz pojęcie „Too long, didn’t read”?), lecz skanują treści. Jeżeli treść wyda im się zbyt ciężka i obszerna – odrzucą ją bez czytania. Jeżeli zostanie podzielona na krótkie akapity – będzie wydawała się bardziej przystępna.

Przy długich formach (takich jak ten artykuł) śródtytuły mogą pomóc Użytkownikowi zdecydować, czy chce czytać całość czy tylko fragment tekstu. Śródtytuły również powinny być zachęcające do czytania i w jednym zdaniu przedstawiać, czego czytelnik może oczekiwać po dalszej części tekstu.

 

  1. Napisz ciekawą (dla Twojego odbiorcy) treść.

Aby to zrobić – musisz znać swoją społeczność. Czym jest zainteresowana? Co mogłaby uznać za pomocne, wartościowe, interesujące? Jeżeli wiesz, kto jest Twoim odbiorcą, do kogo chcesz pisać – powinieneś wiedzieć jakie treści mogą ich interesować.

 

  1. Użyj emocji.

Zarówno w samym tytule jak i w tekście dobrze jest użyć emocji. Emocje to nie tylko wyciskacze łez, to również humor. Groteskowe porównania, nawiązywanie do popkultury lub wtrącone żarty wygładzą i zluzują nawet najbardziej merytoryczną treść.

W przytoczonych wyżej artykułach (Jak zostać Januszem Linkedina, 8 rzeczy, których nie powiedzą Ci eksperci od LinkedIn) możesz odnaleźć humor, groteskowość a nawet prześmiewczość w całych tekstach. Dzięki emocjom pobudzasz czytelników do tego, by zaangażowali się w treść.

Emocje zbudzają również kontrowersje. Moim ulubionym sposobem wzbudzania zaangażowania wśród czytelników jest wrzucanie granatu do rozgrzebanego kijem mrowiska. Jest to również spójne z archetypem marki MrSocial (tudzież ReBrain) – archetypem buntownika, podważającego wszystko i wszędzie.

 

  1. Dodaj Call-To-Action

Gdyby jednak kontrowersje, żarty i wyciskacze łez pozostawiły Twoją społeczność niewzruszoną – możesz spróbować powiedzieć im wprost, co mają robić. Jeżeli chcesz, żeby skomentowali post – zadaj im pytanie. Jeżeli chcesz, aby kliknęli w link – napisz im, żeby kliknęli w link, zaproś do lektury.

Czytelnicy nie muszą koniecznie domyślić się, czego od nich oczekujesz. Napisanie tego wprost może zdecydowanie podnieść ich zaangażowanie. A jak wiadomo – im większe zaangażowanie, tym większe zasięgi.

 

Nie daj się namówić na udział w kółku wzajemnej adoracji.

Już jakiś czas temu zostałem zaproszony przez do udziału w grupie na LinkedIn, która to ma na celu wzajemne zaangażowanie pod postami członków w celu zwiększenia ich zasięgu.

Nie ma nic złego w prośbie o komentarz czy polecenie treści, jeżeli dana treść może być interesująca daną osobę. Dlatego np. teksty o marketingu zdarza mi się wysłać do znajomych marketerów z prośbą o przeczytanie i podzielenie się swoją opinią.

LinkedIn uczy się tego, kto jest zaangażowany pod naszymi postami. Jeżeli ciągle będą to te same osoby – linkedin się nauczy, by im nasze posty wyświetlać. Jeżeli nasze posty będzie najpierw wyświetlać osobom, które nie są naszymi odbiorcami (są w gronie wzajemnej adoracji, ale nie interesuje ich faktyczna treść) to chyba mija się to wszystko z celem?

 

Publikuj wtedy, gdy są aktywni Twoi czytelnicy.

W Internecie możesz znaleźć mnóstwo badań na temat tego, jakiego dnia tygodnia i o jakiej godzinie najwięcej użytkowników korzysta z portalu. Są to jednak dane uśrednione dla całej populacji użytkowników. Dlatego mogą kompletnie różnić się od tego, kiedy Twoja społeczność jest aktywna.

Sprawdzaj. Publikuj o różnych godzinach w różne dni tygodnia i sprawdź, kiedy Twoja społeczność reaguje najszybciej. Bo każda społeczność jest inna. Niektórzy korzystają z Linkedina w trakcie pracy inni w drodze do i z pracy a jeszcze inni dopiero wieczorem, gdy położą dzieci spać.

Obecna sytuacja pandemiczna również wywróciła wszystko do góry nogami. Dlatego nie bierz pod uwagę badań globalnych. Testuj, testuj i testuj. A najlepsze godziny i dni publikacji pojawią się same.

Zachęcam Cię również do przeczytania tekstu Artura Roguskiego na WhySoSocial.pl o tym, kiedy publikować w różnych mediach.

 

Nie oznaczaj masowo ludzi w poście.

Oczywiście, jeżeli oznaczysz kilkanaście (bywa i kilkadziesiąt) osób w poście, te osoby dostaną powiadomienie i pewnie wejdą zobaczyć w jakim kontekście zostały wymienione. LinkedIn walczy jednak ze spamerami i lwami i jeżeli oznaczone osoby nie zareagują to algorytm może taką treść oznaczyć jako próbę przechytrzenia algorytmu. Pamiętaj, że na to, czy dana treść pojawi się w feedzie użytkownika wpływa interaktywność między profilami. Brak reakcji na oznaczenie może spowodować, że ta osoba będzie miała mniejsze szanse na zobaczenie Twoich treści. Efekt więc możesz uzyskać wręcz odwrotny do zamierzonego.

 

Przykro mi, jeżeli rozczarowałem Cię tym artykułem i nie podałem na tacy super specjalnych tricków, jak przechytrzyć algorytm LinkedIn.

A tak naprawdę to wcale nie jest mi przykro. Cały sposób na przechytrzenie linkedina polega na tworzeniu i publikowaniu wartościowych i angażujących treści. Nie martw się również, gdy pierwsze Twoje publikacje nie będą wzbudzały zaangażowania. Nikt nie został kierowcą rajdowym dzień po otrzymaniu prawa jazdy, Jak w każdej kompetencji – ta również wymaga ćwiczeń i czasu.

 

A gdybyś potrzebował indywidualnego wsparcia w tworzeniu publikacji – odezwij się do mnie, chętnie pomogę :)

 

Kamil Mirowski - Employer Branding Proffesional

Podobał Ci się artykuł? Polub Fanpage!

Copyright 2017 K-Media Kamil Mirowski
©  All Rights Reserved