Jak nie zrobić z siebie debila na Facebooku? #ŻytniaGate

Marka Żytnia Extra na swojej stronie na Facebooku opublikowała pewien post, który chwilę później stał się głównym tematem rozmów nie tylko branży interaktywnej, ale również zwykłych Użytkowników oraz prasy w Internecie. W wyniku jednego postu na Żytnią Extra wylano cysternę pomyj i milion wulgaryzmów (wyzywano Zespół od debili, proponowano łamanie im rąk itp.). Bo jak tak można? Jak można nie znać właśnie tego zdjęcia? Tego jednego, które jest symbolem walki z komunizmem w Polsce. Otóż można. Można nie pamiętać zdjęcia. Można go nie znać. Nie wszyscy muszą znać każdy kultowy element historii. Zwłaszcza, gdy tą historią się nie interesuje. Nie można jednak być ignorantem i złodziejem. Tej sytuacji można było uniknąć.

zytnia_extra

Jak wygląda sytuacja?

Na profilu Żytnia Extra wykorzystano zdjęcie śmiertelnie postrzelonego (w 1982 roku) w Lubinie mężczyzny. Zdjęcie to wykonane zostało przez Krzysztofa Raczkowskiego a przedstawia ranionego przez milicję, podczas strajków, Michała Adamowicza. Niestety autor postu nie sprawdził pochodzenia zdjęcia i dodał na nim teksty sugerujące, że przedstawia ono wieczór kawalerski i mężczyzn niosących pijanego w trąbę kolegę. Czy Community Managera poniosła fantazja? Czy zwyczajnie nie miał pojęcia co robi? Czy Żytnia Extra powierzyła głos swojej marki odpowiedniej osobie?

W czym problem?

Większość komentarzy w Internecie błąd Community Managera przypisuje nieznajomości historii i jej kultowych elementów (to akurat jest jednym z dwóch zdjęć bardzo często wykorzystywanych przy publikacjach dotyczących trudnych sytuacji w okresie PRL). Ja jednak chciałbym spojrzeć na tę sytuację trochę z innej strony. Ponieważ jestem przekonany, że większość ludzi nie kojarzy jednak tego zdjęcia. I wcale nie musi. Przecież nie wszyscy musimy być ekspertami od historii PRLu. Ponieważ jednak bierzemy pieniądze za swoje działania – powinniśmy je wykonywać w pełni profesjonalnie. A w tym przypadku ewidentnie zabrakło profesjonalizmu. I to jest prawdziwy problem, z którym ta branża się boryka. Jak do takich sytuacji nie doprowadzić?

Po pierwsze: Nie kradnij.

Zdjęcie nie pochodzi z płatnych banków zdjęć. Nie jest też autorskim zdjęciem agencji czy osoby prowadzącej stronę. Nie mogło być w żaden sposób kupione na potrzeby wykorzystania w działaniach reklamowych i marketingowych. Najprawdopodobniej pochodzi z Google i zostało wykorzystane niezgodnie z prawem. A to nie tylko bardzo poważny błąd, ale zwykłe przestępstwo. Nie tylko na poziomie Community Managera, ale przede wszystkim na poziomie Agencji. Niestety zdarzają się na rynku agencje, które za nic sobie mają polskie prawo i wewnętrzne regulaminy serwisów, na których prowadzą działania (vide konkursy na stronach, ściąganie nielegalnych zdjęć, kopiowanie tekstów itp.). I to jest rzecz, którą powinniśmy piętnować. Ponieważ są to działania, które mają bezpośrednio wpłynąć na zwiększenie przychodów agencji (Klient płaci za działania, agencja nie płaci za prawa autorskie itp.) i jednocześnie psują rynek. Bo takie działania są tańsze, bo nie wymagają od agencji poniesienia kosztów. Należy się więc zastanowić, czy tańsza agencja to na pewno dobry wybór. Bo gdyby zdjęcie nie pochodziło z Google tylko ze stocka – obecna sytuacja nie miałaby miejsca.

Po drugie: Sprawdzaj źródło.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mógłbym opublikować coś w Internecie nie sprawdzając źródła, z którego pochodzi. A już karygodną sytuacją byłoby, gdybym opublikował coś takiego w imieniu marki, która mi płaci. Jeżeli nie znam źródła pochodzenia informacji lub zdjęcia – sprawdzam je. Od tego jest google (również wyszukiwanie graficzne), dzięki któremu szybko można się zorientować skąd pochodzi dana treść. Jeżeli już naprawdę musimy skorzystać ze zdjęcia pochodzącego z Google, do którego nie mamy prawa – to przynajmniej podajmy źródło skąd pochodzi. Nie jest to zgodne z prawem, ale chociaż odrobinę bardziej etyczne niż zwykła zrzynka. Chociaż nadal złe. Gdyby komukolwiek zechciało się sprawdzić pochodzenie tej fotografii – wiedziałby, że nie należy zestawiać jej z wódką, imprezą i wieczorem kawalerskim. Sytuacja znów nie miałaby miejsca.

Po trzecie: Weryfikuj.

Jeżeli powierzasz głos swojej marki obcej osobie – musisz weryfikować to, co opublikuje. Nie ważne, czy jesteś Brand Managerem marki, która korzysta z usług agencji, czy Social Media Managerem, dla którego pracuje Junior Community Manager. Jeżeli to Ty odpowiadasz za komunikację marki w Internecie – Twoim obowiązkiem jest weryfikować to, co przygotują dla Ciebie inni. Nie chciałbym wierzyć, że komunikację takiej marki jak Żytnia Extra prowadzi 22-letni Junior bez opieki. Młodym osobom nader często zdarzają się błędy. Nie mają też wyczucia, wiedzy i doświadczenia w prowadzeniu działań marketingowych. Często nie wiedzą jak poważne skutki może mieć ściągnięcie zdjęcia z google czy też nie sprawdzenia pochodzenia tego zdjęcia. Dlatego każdy komunikat powinien być sprawdzony przez kolejną (a czasem nawet i dwie) osoby. Prawda jest taka, że im więcej osób spojrzy na daną treść – tym większa szansa, że komuś zapali się lampka ostrzegawcza. Być może w tym wypadku zarówno autor postu jak i osoba sprawdzająca nie zauważyła zagrożenia i niczego złego w komunikacie. Tak się zdarza. Aczkolwiek bardzo rzadko. I bardzo nie chcę w to wierzyć. Najprawdopodobniej jest jednak tak, że komunikację marki powierzono niedoświadczonej, młodej osobie bez opieki. A w takiej sytuacji bardzo łatwo o „fakap”.

Po czwarte: Wymagaj profesjonalizmu.

Jak już wspominałem wcześniej – istnieją na rynku agencje, które idą po linii najmniejszego oporu prowadząc działania w sposób tani. Kradną (bo tak należy nazywać korzystanie ze zdjęć, do których nie ma się praw) zdjęcia z Google, łamią zasady serwisów (organizując konkursy niezgodne z danym serwisem), kupując fanów na Allegro (bo obiecała Klientowi X fanów a nie daje rady dowieźć organicznie) i popełnia wiele innych grzeszków, które sprowadzają się do jednego – nieprofesjonalnych działań. A Klient za to płaci. Jeżeli więc jesteś Klientem i zatrudniłeś agencję do prowadzenia za Ciebie działań – masz prawo wymagać profesjonalizmu. Pamiętaj jednak, że za profesjonalne działania trzeba zapłacić, ponieważ agencja, chcąc być profesjonalną, musi ponosić koszty. Dlatego zweryfikuj, czy Twoja agencja to profesjonaliści czy ściemniacze nastawieni na łatwy zysk.

Zespół Żytnia Extra dość szybko usunął post ze swojej strony. Od razu też przeprosił Użytkowników tłumacząc się nieświadomością pochodzenia zdjęcia. Problem w tym, że, gdyby ów Zespół prowadził działania zgodnie z prawem i zasadami profesjonalnej pracy – nikt nie musiałby znać pochodzenia zdjęcia. Sytuacja nie miałaby w ogóle miejsca. Dlatego powinni przeprosić nie tyle za swoją nieświadomość, ale przede wszystkim za brak profesjonalizmu. I wyciągnąć konsekwencje na przyszłość.

Niech to będzie lekcja dla nas wszystkich.

EDIT: Oficjalne stanowisko Polmos BB, właściciela marki Żytnia Extra:

oswiadczenie_polmos

Podobał Ci się artykuł? Polub Fanpage!

Zobacz starsze wpisy:

Copyright 2017 K-Media Kamil Mirowski
©  All Rights Reserved

Kontakt:
mirowskikamil@gmail.com
tel. +48 602 686 610