Dehumanizacja marketingu

W obecnych czasach zauważamy znaczący trend wzrostu automatyzacji procesów marketingowych. Dehumanizacji podlega nie tylko marketing internetowy, ale również działania offline. Przykładem takiego jest automat dzwoniący pod wybrane numeru i przekazujący nagraną wiadomość. Niby nic takiego, infolinie już od dawna stosują automaty zadające nam pytania pomocnicze i próbujące rozwiązać nasz problem zanim dopchamy się do żywego konsultanta. Jednak tym razem – to automat dzwoni do nas z propozycją marketingową. Już w 2016 roku na prelekcji w Krakowie opowiadałem o tym, że nawet w Social Media będzie więcej automatyzacji i kampanii performance’owych niż próby nawiązania relacji poprzez prowadzenie komunikacji marketingowej z Użytkownikami sieci. W rozmowach z wieloma kolegami z branży uświadamiam sobie, że również w tym kierunku istnieje totalna opozycja. Opozycja, dla której działania marketingowe w centrum stawiają Klienta, człowieka. Nie numerki w Excelu.

 

Filozofia którą wyznajemy to SLOW MARKETING.

Niestety (chociaż wpadłem na tę nazwę zanim zacząłem jej szukać w sieci) nie mogę przypisać sobie tego pojęcia. Chętnie jednak stanę się jej propagatorem i ambasadorem! Wszelkie ruchy „SLOW” wywodzą się w postawie opozycji przed pogonią za kasą, szybkim tempem życia i poczuciem, że coś nam umyka. W procesach automatyzacji marketingu umyka nam pierwiastek ludzki, czyli tak zwany „human touch”. To bolączka naszych czasów. Coraz częściej jednak odczuwamy potrzebę powrotu do korzeni. Ważna staje się rodzina (a nie „dupogodziny” w korporacji), zdrowie (coraz bardziej popularne są sporty oraz trend zdrowego jedzenia), wolny czas (bardzo cenimy sobie odcięcie się od pracy w weekend czy też „po godzinach” i przebywanie na łonie natury – np. przytulając się do drzew). Nie podziwiamy już dziobaków piszących o kolejnych nadgodzinach spędzonych nad pracą.

Ściema czy utopia?

Robert Kozielski w swoim artykule „Slow marketing. Marketingowy ideał czy wielka ściema?” pisze, że „Cały problem tkwi jednak na tym, że slow marketing w wersji płytkiej, jest tak naprawdę ściemą. A w wersji głębokiej – utopią, a najlepszym razie bardzo trudno osiągalnym ideałem.” Trudno się z nim nie zgodzić. Kapitalizm i naciski korporacji na wykręcanie coraz większych wyników sprzedażowych sprawiają, że pozbycie się czynnika ludzkiego (a jednocześnie konieczności wypłacania mu pensji) oraz przyspieszenie procesów przez ich automatyzację – mogą przyczyniać się do wzrostu sprzedaży. I jeżeli kierują nami tylko cyferki w excelu – to Slow Marketing wydaje się być utopią.

Nie każdy jednak patrzy tylko na cyferki.

A przynajmniej wielu z moich znajomych jednak sięga głębiej niż tylko do portfela. Zawsze opowiadając o marketingu społecznościowym podkreślam, że social media tworzą ludzie, relacje i emocje. I to właśnie ludzie, którzy nawiązują między sobą (oraz markami) relacje poprzez wspólne przeżywanie emocji – tworzą podstawę Slow Marketingu. W ten sposób buduje się markę odpowiedzialną społecznie, pozyskuje się (oraz identyfikuje) naturalnych ambasadorów marki i nawiązuje prawdziwe, długotrwałe relacje. Żaden proces automatyzacji tego nie zrobi.

Humanizacja komunikacji ostatecznie podnosi sprzedaż.

Już dawno temu Seth Godin pisał, że „sprzedawanie ludziom, którzy nas znają i lubią jest o wiele skuteczniejsze niż zaczepianie obcych”. Nie da się zbudować prawdziwej, głębokiej relacji z marką prowadząc tylko automatyczne procesy. Prowadząc warsztaty z Social Sellingu cały czas przypominam kursantom, że nawiązywanie relacji to najlepsza droga na pozyskanie zadowolonego, lojalnego i polecającego Klienta. Ponieważ ludzie nie lubią jak się im coś wciska na siłę. Dlatego domknięcie pojedynczej transakcji, z której konsument nie będzie ostatecznie zadowolony – to strata potencjalnego lojalnego Konsumenta (oraz wszystkich tych, którym mógłby polecić nasze produkty oraz marki).

Najlepsza strategia marketingowa: Care

„Dbaj”. To chyba najlepsze tłumaczenie, jakie udało mi się znaleźć na słowa Gary’ego Vaynerchuka, który słowem „Care” określa najlepszą strategię marketingową. Tutaj na niecałe minuty oddam głos Gary’emu:

Jak już przestaniecie się śmiać z jego pocierania sutków – zauważcie pointę jego wypowiedzi. Jest na świecie dzisiaj zbyt wielu przedsiębiorców i biznesmenów, którzy myślą głową a nie sercem. Dlatego tak ważnym jest, byśmy szerzyli tę ideę i wpajali przedsiębiorcom, że będziemy żyli w znacznie przyjaźniejszym i lepszym świecie jeżeli każdy podmiot w nim istniejący – będzie służył nie tylko produkcji i konsumpcji (i napychaniu prezesowskich kieszeni petrodolarami na maserati), ale również ogólnie pojętemu dobru.

A może rzucić to wszystko i przejść się na targ…

Mamy już boty w social media, mamy automaty dzwoniące. Mamy cały marketing automation, który w skomplikowanym procesie będzie wysyłał do Ciebie różne komunikaty, które mają ostatecznie przekonać Cię, że zakup tego produktu w tym momencie to najlepsza rzecz, którą możesz zrobić. A teraz zrób eksperyment – wybierz się wcześnie rano na targ. Porozmawiaj ze sprzedawczyniami ze straganów z warzywami. Zapytaj jak mija im dzień. Zapytaj, czy możesz spróbować winogrona, czy dobre. A potem kup sobie jabłko do pracy. Zjedz je na drugie śniadanie. I przypomnij sobie te poranne rozmowy, ten zapach warzyw i owoców, to doświadczenie obcowania wśród ludzi. Dopiero wtedy przystąp do planowania następnej kampanii marketingowej. I zaplanuj ją tak, by w jej epicentrum był człowiek.

Ten artykuł to pewnego rodzaju manifest. Manifest przeciwko dehumanizacji działań marketingowych, manifest przypominający, że nie tak ważne jak cyferki w excelu są ludzkie relacje. Prowadząc działania marketingowe jesteśmy w stanie zmieniać świat. W dzisiejszym korpoświecie zbyt często o tym zapominamy. Niech ten manifest przypomni o tym nam wszystkim.

Podobał Ci się artykuł? Polub Fanpage!

Zobacz starsze wpisy:

Copyright 2017 K-Media Kamil Mirowski
©  All Rights Reserved

Kontakt:
mirowskikamil@gmail.com
tel. +48 602 686 610