Bij hejtera!

W ostatnich dniach pojawiło się w Internecie (a szczególnie w środowiskach branżowych) sporo dyskusji na temat traktowania komentatorów (z premedytacją nie użyłem słowa „hejterów” – o tym w dalszej części) na blogach. Pojawiły się głosy, że blog to podwórko blogera i ma prawo do robienia czegokolwiek w ramach swojego ogródka. Ma prawo kasować niewygodne dla siebie komentarze. Ma prawo bluzgać swoich czytelników.  To jego podwórko i wara Ci od tego!

woman_punch

Źródło obrazka: http://www.flickr.com/photos/parkita/893129077/sizes/o/

Rozumiem budowanie wizerunku kontrowersyjnego, a wręcz chamskiego blogera przez Tomka (Kominka) i jego sposób komunikacji. Czy taki jest, czy tylko na takiego się kreuje – jest mało istotne. To, co robi jest spójne. Kominek jest zawsze taki sam. Ci, co go znają wiedzą, czego się po nim można spodziewać.  Jak sam powiedział w wywiadzie „chamstwo przyciąga chamstwo”, więc nic dziwnego, że z chamstwem musiał się uporać również na swoim blogu. Nie dziwi mnie jego podejście do hejterów. Chcesz wyrzucać śmieci wygenerowane z własnych kompleksów – wyrzucaj sobie w domu. Załóż swoje miejsce i tam się żal ile wlezie. Ale nie rób tego będąc w gościach. Bo to nie ładnie. A i w mordę można dostać… Tak przy okazji. O hejtowaniu na blogerów (tudzież ogrodników) napisał Michał – warto przeczytać. Więc ja dłużej w tym temacie nie będę Cię męczył.

Wydaje mi się jednak, że w całej dyskusji zapomniano o tym, że każdy kij ma dwa końce, a wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego człowieka (Alexis de Tocqueville – francuski myśliciel polityczny i dyplomata). Tego, czego mi zabrakło w całej dyskusji to odróżnienia zwykłego hejtu (odsyłam do definicji Artura) od merytorycznej dyskusji. Nie każdy, kto ma odmienne zdanie od autora jest hejterem. Tak, schowaj dumę w kieszeń i pogódź się z tym!

Blogowanie polega przede wszystkim na podejmowaniu dyskusji z komentującymi. Nie zawsze komentujący muszą się zgadzać ze zdaniem blogującego. Największą wartość merytoryczną mają nie wpisy blogera, ale dyskusje, które pod tymi wpisami się pojawiają. To starcie dwóch poglądów, stanowisk i merytoryczna argumentacja pozwalają szerzej spojrzeć na opisywane zagadnienie. Sam wpis powinien być, zatem początkiem dyskusji, subiektywnym przedstawieniem sprawy. Czynnikiem wywołującym dyskusje. Inaczej – po co pisać?

Blogosfera  jest częścią ekosystemu mediów społecznościowych. A co jest najważniejszą cechą mediów społecznościowych? Możliwość podejmowania dyskusji. Jeżeli nie ma dyskusji – przestają to być media dwukierunkowej komunikacji. Jednokierunkowa komunikacja to już przeżytek. Przynajmniej w sieci. Na wszelkich szkoleniach z prowadzenia marketingowych działań w mediach społecznościowych dowiesz się, że usuwanie nieprzychylnych komentarzy, to najgorsze, co możesz zrobić. Bo zaszkodzi to Twojej marce.  Bo wywoła kryzys. Tymczasem, gdy Bloger, który jest w sumie już wydawcą, firmą (żyje z prowadzenia bloga, ma oficjalny cennik reklamowy itp.) zaczyna kasować komentarze – branża nagle klaszcze i śpiewa… Bo to przecież jego podwórko i jego zasady. Hola, hola! Nie wieje Wam tu trochę hipokryzją? A co zasadami ogólnymi? Jak to – firma-bloger może robić co im się żywnie podoba a firma-producent-budyniów już musi dostosować się do reguł? WTF?

Tak jak rozumiem kasowanie komentarzy wulgarnych, czysto hejterskich czy zupełnie nie związanych z tematem (p.s. Sprzedam Opla), tak kasowanie komentarzy merytorycznych jest ucinaniem możliwości prowadzenia dyskusji na poziomie. Zastanawia mnie wtedy, po co ktoś prowadzi bloga? Żeby czytać tylko pochlebne komentarze, kasować te mniej przychylne? Tworzenie kółka wzajemnej adoracji, w którym będziemy się klepać wspólnie po ramieniach mówiąc „good job man!”, gdy cała reszta będzie wiedziała, że popełniliśmy wtopę? Uwierz mi – są lepsze metody leczenia kompleksów.

Odniosę się jeszcze do jednej kwestii, która od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie a w sumie pasuje do tematu. Otóż mam wrażenie, że niektórzy Blogerzy powinni zjeść sobie czasem snickersa. Bo zaczynają gwiazdorzyć. A warto czasem cofnąć się do korzeni i zastanowić się – po co założyłem bloga? Bo chciałem o czymś opowiedzieć innym? Bo chciałem ponarzekać? Bo chciałem w kontrowersyjny sposób wypunktować absurdy codzienności? Bo chciałem dzielić się swoją pasją z innymi ludźmi? Prowadzenie bloga z takich powodów jest szczerze, ludzkie i prawdziwe. Dzisiaj część blogerów zakłada bloga w celach zarobkowych, by po napisaniu pierwszych 3 notek zacząć wysyłać zapytania do firm z prośbą o gratisy, wycieczki i inne #darylosu. A to wypacza całą ideę blogowania. WordPress założony w celach zarobkowych nie jest blogiem. Serio.

Jeżeli piszesz ciekawego bloga, z głębi serca, z pasją – firmy same przyjdą do Ciebie. Pamiętam, jak pierwszy raz odezwała się do mnie firma z propozycją przysłania mi ich nowego piwa do zdegustowania (na 365piw.pl). Jarałem się jak dzika kuna w agreście i nawet przez myśl mi nie przyszło, by żądać od tej firmy dodatkowej zapłaty. Sama możliwość spróbowania czegoś przed całą resztą była dla mnie wystarczająco satysfakcjonująca. Piszę o piwie, bo to moja pasja i jeżeli browary proponują mi współpracę – to chętnie się na nią godzę, lub przedstawiam alternatywne rozwiązanie. I nie obrażam się jak dostanę propozycję, która mi kompletnie nie odpowiada lub z innych względów jest zwyczajnie niedopasowana. Żeby nie było – nie chodzi mi o to, że zarabianie na blogu jest złe. Chodzi mi o to, że obrażanie się na firmę, bo ta przedstawiła oferty za 15 000 zł blogerowi jest zwyczajnie słabe. Nie każda firma jest doskonale przeszkolona z „bloger relations”. Marketing (zwłaszcza społecznościowy) w Polsce kuleje. Na wszystkich frontach. Należy więc edukować, pokazywać też dobre praktyki, proponować alternatywy. A nie tylko mieszać z błotem. To do niczego dobrego nie prowadzi.

Obecnie prowadzę dwa blogi. Nie publikuję codziennie notek, nie wysyłam wiadomości do firm z propozycjami współpracy, nie opublikowałem cennika reklam na stronie bloga. Blogi, które prowadzę są moim miejscem do wypowiadania się na interesujące mnie tematy. Są miejscem, w którym mogę przedstawić swoje stanowisko i poznać stanowisko innych osób. Nie lubię zwykłego hejtu. Wulgaryzmy i niemerytoryczne wypowiedzi drażnią mnie. Chamskie zagrywki usuwam od razu. I o dziwo – na żadnym blogu nie zdarzyło mi się jeszcze usunąć komentarza. Czyżbym nie przyciągał chamstwa? Damn it.

Hejterstwu i chamstwu mówię zdecydowanie nie. Merytorycznej dyskusji mówię zdecydowanie tak. Takie są reguły na moim blogu. Handluj z tym!

Podobał Ci się artykuł? Polub Fanpage!

Zobacz starsze wpisy:

Copyright 2017 K-Media Kamil Mirowski
©  All Rights Reserved

Kontakt:
mirowskikamil@gmail.com
tel. +48 602 686 610