Jestem pokoleniem wychowanym na dobranockach. Przez jedną trzecią mojego życia godzina 19:00 wyznaczała termin powrotu do domu od kolegi lub koniec zabawy na podwórku. Nie było wtedy kanałów, na których bajki leciały non stop. Nie było tabletów z Youtubem, na którym można było puścić dzieciakowi bajkę w każdej chwili. Bajka była w telewizji. O 19:00. A najlepsze były w niedziele. A jakie to były bajki? Gadające misie, charakterystyczne smerfy, detektywi wiewiórki itp.

smutny_autobus

Dzisiaj, chociaż nie posiadam dzieci, zdarza mi się oglądać kreskówki. Nadal bawią, śmieszą, wzruszają.  Nie wiem jak Wy, ale ja płakałem jak umierał Mufasa. Być może popłakałbym się i dzisiaj. Chociaż wiem, że to fikcja. Chociaż wiem, że prawdziwy lew zjadłby mnie na śniadanie bez mrugnięcia okiem. Ale nadal jest mi go żal. To się chyba nazywa empatia?